Skip to content

Następny

Życie milczy teraz bardziej dokoła mnie.
Marcel Proust

Przychodzi ostatni dzień życia,
jak to tylko możliwe, ostatni,
tak myślę…
Nic innego nie dzieje się poza myśleniem,
ale czy cokolwiek innego wypada z tej okazji robić?
Przecież wszystko stało się.
Nie sądziłem,
że przez to nie będę musiał robić.
Nie otworzę żadnej książki,
nie obejrzę choćby jednej sceny z filmu.
W jednej chwili przestały mnie obchodzić rzeczy ulubione.
Niewiele pamiętam i nie chcę.
Nie będę już pamiętał.
A jednak zrobić coś…
Może powinienem do kogoś zadzwonić, ale po co?
Przejść się nago po plantach, ale zimno.
Napisać list pożegnalny, ale to wtórność jest.
Zero pozowania.
Żadnego żalu.
Bez paniki.
Zupełny brak działania, tak.
Tylko ciało – jest, później nie ma.
Wyższa forma nie jest ustalona
i pewnie nie mam na nią wpływu.
Nawet teraz, jak zwykle.
Ale niczego już nie muszę.
Umierałem już dawniej.
Dlatego znika moje obezwładnienie,
przychodzi ulga,
zapanowuje najwyższy spokój,
wielość puszcza
i nic już nie trzyma mnie przy życiu.
Przychodzi pragnienie snu
i gaśnie żar przedwcześnie,
zamykam usta, leżąc na twym łonie, śmierci,
obojętnie.