Skip to content

Coś ucieka

Na korkowej tablicy wisi lista, do której jesteś zmuszony, do której sam się zmusiłeś. Setki niedotkniętych filmów, książek, w punktach. Obok łóżka przymusowy stolik i te dwie kolumny priorytetów, które założyłeś – przeczytać najszybciej. Tablica woła jeszcze: obejrzyj, napisz.

Przepraszam.

*

Gasisz tę noc w klubie, kark masz zlany potem, trzecia. Wokół rozedrgane barki, biodra, ty w środku, w tańcu, piłeś.

Widzisz zsynchronizowany ruch, jakby zsynchronizowaną duszę. Czujesz cel i czujesz wolność, nikt cię nie zna, ona też nie (Portugalka może, Włoszka?). Ciemny lok upięty nad sklepieniem głowy i jej cera południowa i tak samo obca czerń jej oczu, które patrzą w ciebie.

Jesteś coraz bliżej, bliżej, ona też i ona tańczy, patrzy, ma cię tuż przed sobą. Rzeczywistość ruchu jest najdroższa, z nią się teraz czujesz zżyty, z żadną inną. Czujesz to mrowienie wewnątrz, dłoń na twoim udzie i jej wargi, uśmiech, lok pod twoim palcem. Czujesz.

Wciąż milczycie, tak jest dobrze, kusisz się na usta, nie odrzuca, trzy sekundy. Taniec.

Chcesz zapalić, pokazujesz gestem wyjście, ona idzie. Pytasz: Do you smoke? Ale zaraz uśmiech, mówi: Jestem Polką. Ludzie zawsze mnie z kimś mylą. Czasem palę.

Ona daje sobie kupić piwo, daje się całować, daje złączyć się w to jedno ciało i o nic nie pyta i ty też nie pytasz. Może chciałbyś poznać jej wartości, cele, przyszłość, ale kiedy i jak – w klubie? Nie ma po co. Już nad ranem, schodzi DJ, pytasz ją czy cię odprowadzić? – i choćbyś chciał się łudzić, że to koniec, że możecie już się rozejść, czujesz znowu tę potrzebę, żeby coś ratować.

Nie, dziękuję.

My się już nie zobaczymy?

Nie mów.

Nie mówiłeś już. Ona pożegnała się i wyszła, i ty też wyszedłeś – krokiem pozbawionym celu.

*

Na wzniesieniu siedziałeś z nią, z kimś innym, patrzyłeś w dół na miasto, kiedy indziej. Widziałeś te bloki i kościoły, kamienice, jezdnie, rzekę – wszystko w ciemniejącym słońcu. Pomyślałeś: ilu ludzi kryje się za jednym, drugim murem – pół miliona, milion?

Za dużo.

Kilka godzin tam jesteście; cisza, bo zbyt wiele niemych pytań, wniosków, wzrastająca melancholia i śpiew ptaków, pierwsza wiosna. Ona wzięła głębszy oddech.

Wiesz, co jest najgorsze? Najgorsze jest to, że nie mam na nic ochoty. Nie mam ochoty na jedzenie i na seks, nie mam ochoty czytać już tyle i pisać. Siedzimy tu, a ja chcę tylko milczeć.

Wtedy to poczułeś, poczułeś to dotknięcie – jakby ciężar widzianej przestrzeni właśnie się w was zamknął, jakby życie tych tysięcy czy milionów skumulowało się właśnie między wami. Odwróciłeś głowę i zamknąłeś oczy; pod powiekami widać było kilka barw i ciemność. Chciałeś zapamiętać ten układ, powiązać go z uczuciem, ale wszystko pierzchło. Pustka, w której nic nie mogło wydać ci się bardziej autentyczne niż te słowa, bowiem ty, ty też nie miałeś w sobie żadnej siły.

A ja? Ja czuję jakiś straszny niepokój, który nie daje mi zasnąć.

  • Billie Sparrow

    Ja też. Dzięki za ten tekst.

  • Klara

    Coraz lepiej sklejasz słowa i coraz milej mi się je czyta. Z niecierpliwością czekam na kolejne.

  • Zuzia Lawniczak

    No i pięknie. Kolejne uzależnienie. Cały tydzień spędziłam na tym blogu i nadal nie dowierzam, że udało mi się znaleźć taką perełkę. 7 dni wspaniałej lektury, więc ja się pytam: Czemu tak mało??

  • Zuzia Lawniczak

    No i pięknie. Kolejne uzależnienie. Cały tydzień spędziłam na tym blogu i nadal nie dowierzam, że udało mi się znaleźć taką perełkę. 7 dni wspaniałej lektury, więc ja się pytam: Czemu tak mało tekstów??

  • Kaśka

    fajne są te krótkie historyjki, pozbawione kontekstu, osadzenia w miejscu i czasie. Stajesz sie- co przyjemne- coraz miej pretensjonalny, a coraz bardziej czujny. Uważniej dobierasz słowa. Ktoś mi kiedyś powiedział, że do pisania przede wszystkim potrzebny jest ostry nóż.

    • http://podnaporem.pl Pod Naporem

      Mądrze powiedział. I dziękuję, tnę jak leci.