Skip to content

Bez zasady

W kolejce do toalety baru mlecznego czeka dziewięcioletnia dziewczynka. Wygląda na ułożoną, jakby najskromniejszą w klasie. Wierci się trochę, schodzi z nogi na nogę, bo ktoś jedyną toaletę okupił. Obok niej czeka oparta o mopa młoda sprzątaczka, tuż po dwudziestce. Włosy ma farbowane, ale już jakiś czas temu – czarne odrosty i wodospad blond platyny. W pobliżu kilka zajętych stolików. Obie dziewczęta stoją w tej samej kolejce. Jedna do mycia, druga na siku. Naprzeciw ja, jedzący w umiarkowanym pośpiechu kawał piersi kurczęcej.

Doczekały się. Zza zielonkawych, stalowych drzwi wychodzi starszy facet. Zerka na nie, poprawia spodnie, mlaszcze pod nosem. Dziewczynka podchodzi do drzwi, ale nagle cofa się o krok. Gestem prosi sprzątaczkę o wejście przed nią – tamta odmawia, więc malutka wrzuca dwa złote do kasownika. Przestarzały automat zacina się. Dziewczynka nie wie co robić, kilkakrotnie szarpie za klamkę, patrzy na sprzątaczkę: ja przecież nic złego nie zrobiłam. Pracownica powtarza czynności: sprawdza czy nie wypadł pieniążek, czy klamka się naciska, czy drzwi nadal zamknięte. Zamknięte. Dziewczynka wstydzi się, irytuje. Sprzątaczka mówi do niej: moment, momencik – i idzie do kas w drugiej sali, tam gdzie tak pachnie bigosem i potem. Chwile mijają, sprzątaczka nie wraca.

Mała znów naciska, szarpie, oddycha nosem głęboko, będzie płakać za chwilę.

*

Na skórzanej kanapie dwie siostry. Leżą tak żeby się zająć przedszkolnym bratankiem. On siedzi pod stołem. Zostały z nim same, jego rodzice pojechali na szybkie zakupy. Młode mają wakacje. Opowiadają mu historie o duchach – o tym jak jeden trzaskał zasłoną, a drugi skrzypiał na strychu. Chłopczyk słucha. Bierze go na strach trochę. Na nosie ma zawieszoną koszulkę i spod niej oddycha – łatwiej mu wtedy się nie bać. Wyobraża sobie zasłony jak będą trzaskać gdy zaśnie, a może i przyjdzie mu tego być świadkiem, bo ilu to można rzeczy doświadczyć, kiedy ma się za sobą sześć wiosen, o matko.

Mija godzina, rodziców wciąż nie ma. Mały denerwuje się, bo kuzynki nie chcą normalnej zabawy, tylko go ciągle straszą. Bierze w dłoń figurkę plastikowego rendżersa i schodzi na dół, do kuchni. One dalej chichoczą, teraz już pewnie zajęte czymś bardziej prywatnym, nowym chłopakiem czy dobrym tuszem do rzęs. I nie zwróciłyby pewnie uwagi, co robi i gdzie się podział ten mały, ale przerwał wszystko huk, mały przecinek: deszcz spadającego na kafle szkła. Chłopak płacze, rozbił szybę ręką.

W dłoni spoczywa bohater ściśnięty i krwią zalany, i w tej dłoni mieści się beznadziejne wołanie, ze szkłem jak posypką na gorzkim cieście. Zapłakał.

*

Wieczorową porą u fryzjera kolejka długa na kilka osób. Wchodzą mężczyzna w podeszłym wieku i jego syn, który bardziej pasuje na wnuka. Ma nie więcej niż sześć lat, ojciec powoli siwieje. Siadają na wolnych krzesłach. Ojciec wertuje gazety z białego stolika. Tam tylko Gala, Super Express, motoryzacja. Opiera głowę o ścianę. Czekają. Mężczyzna przybliża twarz do rozczochranego synka i mówi, że zaraz wróci, pójdzie tylko do kiosku po prasę.

– Dobrze tato.

– Poczekasz?

– Poczekam.

Jest przytulnie, fryzjerki rozmawiają z klientem – uśmiechając się w trakcie strzyżenia. Na zawieszonym w rogu tej sali telewizorze, leci program TVN Style. Wszystko wydaje się takie brązowe. Panele z podłogi wychodzą na ścianę – jak w starej szkole; brakuje tylko błyszczącej lamperii. Chłopczyk przygląda się ludziom, patrzy na swoje odbicia w lustrach i na okładki gazet. Nudzi się, macha nogami, bawi się czapką z daszkiem, chociaż mróz na oknie rysuje winietę.

Wewnątrz tego salonu jest głośno, szczególnie jeśli się wsłuchać. Wszystko wydaje dźwięki, wszystko szepce do siebie, wszystkiego jest tam za dużo. Świat zaczyna małego przytłaczać. Pochmurnieje w oczekiwaniu, choć niedługo ma przyjść jego kolej. Wgapia się w czapkę i wygina brzegi tekturowego daszka, raz w głąb, raz na zewnątrz. Wkłada ją na głowę i obniża daszek do nosa. Ma rumieńce i w tym świetle widać krople jego potu. Drga czasem policzek i ściskają się wargi. Przez chwilę na jaw wychodzą te szklane oczy, ale on nie szlocha; próbuje się zebrać, przycisnąć wewnątrz, żeby się nie ośmieszyć. Wie, że ten płacz, który ma nastać jest całkiem bez sensu, ale ojca wciąż nie ma, a on czeka i czeka. Płynie pierwsza łza.

*

Sprzątaczka przychodzi otwiera
rodzice opatrują ranę
spóźniony z gazetą przytula.

Zastanawiam się czy świat
wtedy czy teraz był
bardziej opresyjny.

Najedzony odkładam naczynia.

  • pasażerka

    A ta powiastka nadałaby się do kolejnego wydania „Antologii współczesnych polskich opowiadań”. :)