Skip to content

***

Mam zamiar powtarzać się
tak jak sytuacje-upiory,
które nawiedzają mnie,
kiedy nie śpię,
wobec których nie mogę być
bierny, bezczynny, a tak chciałbym
w ogóle przestać postępować.
Zostaję zmuszony porozumiewać się,
negocjować, nie-pozostawać, szukać,
wysłuchiwać prawd, które mają wyleczyć,
naprawić coś, co jest prawdopodobnie zgniłe,
co pozbawia mnie uroku i męskości.
Zdolność doznawania przyjemności
jest dowodem siły.
Które z moich ja miałbym za mordę wziąć 
znów dowiaduję się i zastanawiam,
bezsilny.
Opinie hierarchizują się,
chociaż to ja powinienem wybierać,
to ja powinienem walczyć,
to ja powinienem – powinienem…
Musieć, wykorzeniać, zmieniać 
wszystko pod naporem człowieka,
który zbliża się niebezpiecznie.
Patrzę na swoje gładkie dłonie
i właśnie nimi chciałbym uścisnąć
sobie gardło wystarczająco mocno,
aby stanąć znów na drugim brzegu
i obejrzeć się.
W twoich tekstach zawsze jest moment,
w którym sięgasz pustki.
To rodzaj zabawy, próby, chwilowego
zaciemnienia, a może należy znaleźć
miejsca lepiej oświetlone?
Nie tutaj, nie teraz.
Trwa kres nocy, kres,
który pisze się sam, który
ujawnia się usilnie.
Tylko dramatyzując istnienie jako takie
osiągam zachwyt, ekstazę
powiedział Bataille i jesteśmy zgodni 
chwilowo, później jakby w ogóle
mnie nie było, jakby pozostawała tylko
pusta przerwa, którą nazywam sobą.
To zapewne problem 
kiedy nie ma mnie, gdzie jestem?
W d…!
Nareszcie jakaś pierwotna,
znajdująca się poza intelektem,
wielka niezgoda, totalna kontestacja,
energia zawarta w dosadnej,
podrzuconej pod sam sufit
kurwie.
Teraz delektuję się ustami
złożonymi w podkowę, tak bardzo
afirmuję całą zgrozę,
całe to zmęczenie.
Jakbym pokłócił się ostro, a potem
został całkiem sam.
Gdy umiejętność pisania dramatu sięga
najbardziej odległych złóż, pokładów
wyrazu, sięga człowieka, który nagle
chce wiedzieć, chce wyjaśniać,
który widzi – autentycznie,
który czuje – nadwrażliwie,
który sam sobą znaczy
obecność, pełnię i potęgę życia.
To kolejne: sprawdzam.
Egzamin terapeutyczny w pustej sali,
gdzie najzwyczajniej-nienormalnie mówione są
słowa, gdzie następuje wewnętrzny,
powodowany zewnętrznością konflikt,
zwarcie, gdzie formułuje się na to
odpowiedź – przygotowana, napisana,
procesualna, a jednak cholernie spontaniczna,
która ma być trwała,
ma zastygnąć w kilkunastu
maksimum linijkach, a później
w głowie zniknąć, stać się nieświadoma,
odzywająca się się tylko szeptem
i to bardzo rzadko: już przepracowałeś.
Nigdy do końca.
Pozostaje zawsze rzecz nie całkiem
okiełznana, nie-ułagodzona, terapia
wyrywa tylko kilka chwastów, znajdując
przyjemność w pozostawieniu reszty
na właściwej, żyznej glebie ego.
A tak niemiłosiernie jest potrzebna.
Dzięki niej wychodzisz z sali
albo kończysz pisać świeży,
niemal nowonarodzony, ze względnym
porządkiem, z nazwaną emocją.
Jak teraz.
Wykrzyknij coś czasem,
nawet do siebie  bo nikt inny
za ciebie tego nie zrobi 
biorę to za pewnik.

  • Melodramat

    Super tą wypowiedź byłoby oglądać w teatrze!